6/2016 Sztuczka stoicka

Sztuczka stoicka

Niedawno mój przyjaciel i praktykujący stoik spytał mnie, czy uważam, że stoicyzm to raczej rozwój duchowy czy osobowy. Dodam, że ten przyjaciel, czyli niejaki Michał Wiśniewski, tę drugą odpowiedź uważał za właściwszą. Zamyśliłem się i po paru dniach odpowiadam następująco: stoicyzm jest przede wszystkim drogą rozwoju osobowego i stoicyzm jest przede wszystkim drogą rozwoju duchowego.

Zdanie powyższe jest koniunkcją fałszywą, jeśli rozumieć jej zdania członowe w sensie jednoznacznym. Jest ono jednak przede wszystkim paradoksem, którego potrzebowałem, żeby wyrazić sztuczkę leżącą u podstaw praktykowania stoicyzmu (sądzę, że dotyczy to także kilku innych tradycji duchowych, może nawet wszystkich).

Dwa są powody, dla których człowiek podejmuje się pracy nad sobą w celu dokonania zmiany. Po pierwsze, żeby usprawnić, po drugie, żeby przekroczyć. Pierwszy cel jest pozytywny, chcemy zwiększyć wydajność czy efektywność, lepiej robić to, co robimy, lepiej się dogadywać z żoną lub mężem, być lepiej zorganizowanym, sprawniejszym fizycznie, zdrowszym. Stawką jest większa satysfakcja z życia i skuteczność w realizowaniu życiowych zadań.

Drugi cel jest częściowo negatywny ‒ chcemy przekroczyć siebie, przebudować siebie, usunąć jakąś część siebie. Przemiana duchowa opiera się na przeświadczeniu, że to, jaki jestem w punkcie wyjścia, naznaczone jest jakąś zasadniczą skazą uniemożliwiającą mi sięgnięcie wyżej, uzyskanie kompletnego spełnienia. Dlatego muszę gruntownie przekształcić siebie. Dlatego w wielu tradycjach duchowych rytuały inicjacyjne rozgrywają się wokół symboliki śmierci ‒ dotychczasowe ja musi umrzeć, żeby zrobić miejsce na nowe ja. Nowe ja to stawka duchowości.

Zważ Michale, co pisze Marek Aureliusz:

„Przebudź się i przyjdź do siebie! A jakbyś wstawał ze snu i poznał, że cię trapiły sny, tak na jawie patrz na to, jak na tamto patrzyłeś.”

Marek Aureiusz. Rozmyślania. VI.31. Przeł. M. Reiter.

Zwykłe życie, którym jesteśmy zaprzątnięci, jest niczym sen. Trzeba się przebudzić do prawdziwego siebie, odnowić siebie, nawrócić na siebie.

Jak ma się to do wyjściowego paradoksu? Stoicyzm oferuje rozwój osobisty. Dzięki ćwiczeniom stoickim możemy zapanować nad stresem, gniewem, nabrać zdrowego dystansu do wielu spraw, lepiej troszczyć się o siebie i swoje relacje, mieć bardziej satysfakcjonujące życie. Każdy praktykujący stoik może zaobserwować te postępy na co dzień.

W trakcie tej praktyki uwidacznia się jednak inny cel ‒ zaczyna się on rysować na horyzoncie niczym odległy ośnieżony szczyt górski. Celem tym jest doświadczenie całkowitej wewnętrznej harmonii. Widząc go, uświadamiamy sobie, że efekty rozwoju osobowego pozostają zarówno nietrwałe, jak i niekompletne, jeżeli nie zostaną osadzone na gruncie głębokiej przemiany wewnętrznej.

 

Stoicyzm oferuje więc przede wszystkim rozwój osobowy, ale pokazuje, że jest on kompletny i skuteczny tylko na gruncie rozwoju duchowego  I na tym właśnie polega sztuczka stoicka.