O emocjach


1.

Emocje to współcześnie jedno z najważniejszych słów. Pojawia się często i praktycznie w każdej sytuacji. Trudno już wyobrazić sobie opis człowieka, jego natury, codziennego życia bez odwołania się do takich bądź innych emocji. Jednocześnie jest to jeden z tych obszarów do których współczesny człowiek odnosi się wyjątkowo bezkrytycznie. Przyjmuje go jako coś oczywistego, jako stały punkt odniesienia.

Zastanawia mnie często relacja, jaka zachodzi między emocjami a wartościami. Czy coś wzbudza nasze emocje dlatego, że jest dla nas wartościowe, czy raczej odwrotnie, coś wydaje nam się wartościowe dlatego, że wzbudza nasze emocje? A może dla współczesnego człowieka to emocja sama jest już wartością, jedną z najwyższych albo po prostu najwyższą? Czy coś, co nie wzbudza naszych emocji możemy mimo tego uznać za wartościowe dla nas? Albo inaczej: czy coś, co wzbudza nasze pozytywne, bądź negatywne emocje może być mimo tego uznane przez nas za pozbawione pozytywnej bądź negatywnej wartości? Zastanówcie się nad tym przez chwilę. Jakie są wasze odpowiedzi?

 

2.

Czy byłoby dużą przesadą, gdybym streścił współczesność zdaniem: człowiek to emocje? Czy to nie jest dzisiaj dogmat? Czy nasze życie nie polega obecnie na jednym z trojga: albo doznajemy silnych emocji, albo wspominamy silne emocje, których ongiś doznaliśmy, albo dążymy do doznania silnych emocji? Oczywiście chodzi przede wszystkim o pozytywne emocje. Ale, zastanówcie się proszę przez chwilę: czy nie wolelibyście życia przepełnionego negatywnymi emocjami w miejsce życia całkowicie pozbawionego emocji? Jaka jest wasza odpowiedź?

I jeszcze jedno pytanie: co byście woleli, euforię pozbawioną podstaw, czy brak euforii mimo dobrych podstaw? Załóżmy, że marzyliście, albo wydawało wam się, że marzycie o awansie w pracy. Oto, któregoś dnia szef wam go wręcza. Ale, nie wiedzieć czemu, nie cieszycie się z tego powodu. Przyjmujecie to z obojętnością. Lub inaczej: marzycie o awansie, który ostatecznie przechodzi wam koło nosa. Powinniście się smucić, tymczasem, z jakiegoś niezrozumiałego powodu odczuwacie lekkość oraz radość. Który z tych dwu stanów wolicie? Dobrze się zastanówcie.

 

3.

A jednak przecież nie wszyscy i nie zawsze byli „entuzjastami” emocji. Tezie człowiek to emocje antyczni stoicy przeciwstawiali inną tezę: człowiek to brak emocji. I co na to powiecie? Czy można sobie wyobrazić większe dziwactwo? Stoicy, parafrazując jeden z aforyzmów Epikura, mogliby powiedzieć: kiedy są emocje, nie ma człowieka, kiedy nie ma emocji, jest człowiek.

Chryzyp, stoik żyjący w trzecim wieku przed naszą erą, przyrównał emocje do choroby duszy, do zaburzenia. Mówiąc językiem współczesnym: emocje to symptom choroby psychicznej. I to zarówno pozytywne, jak i negatywne. Zakochaliście się? To znaczy, że jesteście chorzy. Drżycie na myśl o utracie pracy? Jesteście chorzy. Ogarnia was radość, bo urodziło się wam dziecko, bo wasze oświadczyny zostały przyjęte, bo dostaliście awans w pracy, bo wasza ulubiona drużyna wygrała ważne zawody? Choroba, choroba, choroba. Upadek.

Zatracacie w ten sposób swoje człowieczeństwo.

Zaraz, zaraz − oponujecie − od razu człowieczeństwo?

 

4.

W kulturze zachodniej, od samego początku po dziś dzień, próbujemy lokować naszą tożsamość w dwóch różnych obszarach, które, mówiąc delikatnie, nie pokrywają się ze sobą, a mówiąc bardziej dosadnie: być może są po prostu ze sobą sprzeczne. Jakie to są obszary? Wola i emocje. Z jednej więc strony człowiek to dla nas jego wolna wola. Mówimy o działaniu pod wpływem wolnej i nieprzymuszonej woli. Przeciwieństwem jest tu działanie pod wpływem przymusu zewnętrznego, bądź wewnętrznego. Czym jest przymus wewnętrzny? To są właśnie emocje.

Albo działam z własnej woli i w swoim imieniu, albo nie. W tym pierwszym przypadku kierują mną moje własne decyzje, które miałem szanse przemyśleć i rozważyć. Kiedy jednak jestem pod wpływem emocji, to kieruje mną impuls oraz uniesienie. Nie zastanawiam się. A więc nie jestem sobą, nie jestem człowiekiem. Bo człowiek to jego wola.

Czy mamy więc dążyć do całkowitego zapanowania nad własnymi emocjami? Żeby został w nas już tylko rozum? Czym wtedy stanie się nasze życie? Nieustanną chłodną kalkulacją?

 

5.

Zanim spróbujemy odpowiedzieć na te pytania zauważmy, że ten ambiwalentny stosunek do emocji zawarty jest już w samej etymologii słowa. Z jednej strony mamy łacińskie słowo motio, które oznacza ruch, drżenie, gorączkę, poruszenie. Z drugiej strony bliskie znaczeniowo słowu emocja, polskie słowo pasja wywodzi się z greckiego pathos, co oznaczało namiętność, afekt, ale także cierpienie, ból, nieszczęście, gorączkę oraz bierność (Chryzyp do oddania istoty pathos używał metafory zrywającego się do lotu stada ptaków: trzepot i rozdygotanie). W obu tych przypadkach mamy z jednej strony coś pozytywnego, związanego z ruchem, poruszeniem, z drugiej strony z zagrożeniem, niebezpieczeństwem, a także, jak w przypadku greckiego pathos z pasywnością oznaczającą stan bycia we władaniu jakiejś siły, która nas porusza i wobec której my sami jesteśmy bierni.

Echo tej ambiwalencji widzimy w polskim słowie pasja. Z jednej strony posiadanie swojej pasji jest dzisiaj postrzegane jako coś nadzwyczaj wprost wartościowego. Z drugiej zaś strony w sformułowaniu „szewska pasja” widzimy niszczycielski i demoniczny wymiar tego stanu. Codzienne doświadczenie jedynie potwierdza tą obserwację. Z jednej strony, jak już powiedziałem, emocje motywują oraz nadają znaczenie. Z drugiej strony stale towarzyszy im niebezpieczeństwo zatracenia się, utraty kontroli. Pod ich wpływem popełniamy wtedy czyny, których później żałujemy, które nierzadko rzutują na całe nasze życie. Jakże często, kiedy emocje już opadną, chcielibyśmy cofnąć czas i postąpić inaczej. Ilu z nas gotowych jest wówczas przekląć nasze emocje?

Może wszak to ryzyko jest ceną, którą musimy zapłacić? Może na tym polega ludzkie życie, że nic, co naprawdę cenne nie przychodzi za darmo? Któż ujął to lepiej niż Platon piszący o boskim szale, który może nas zniszczyć, ale który, jeśli okażemy się wystarczająco silni, poprowadzi nas ku prawdziwej mądrości? Czyż miłość i pasja nie potrafią być na swój sposób mądre? Czy nie taka jest wymowa powiedzenia św. Augustyna: „kochaj i rób co chesz”?

 

6.

A więc emocje stawiają nas w obliczu wielu zagadek. Uważam, że większość z nich bierze się ze zgubnego stereotypu, który cechuje nasze współczesne myślenie o emocjach. Za oczywistą przyjmujemy alternatywę rozum-emocje. Z niej właśnie wywodzi się przedstawiona wyżej alternatywa wola-emocje. Myślimy w kategoriach albo-albo. Albo rozum i wolna nieprzymuszona wola, albo emocje. Mówimy sobie, że trzeba wybrać. I to nas w naszym mniemaniu rozgrzesza w wielu sytuacjach.

Ale może wcale nie trzeba wybierać? Może istnieje droga, na której rozum i emocje łączą się ze sobą w jedno?

Rozum i emocje połączone? − spytacie może. Jak to? To nie będą ani prawdziwe emocje, ani prawdziwy rozum − odpowiecie może.

Ale, powiadam, być może właśnie prawdziwy rozum i prawdziwe emocje pojawiają się tylko w połączeniu. Być może łącząc je ze sobą nie tracimy, lecz przeciwnie, zyskujemy?

Antyczni stoicy słowem pathos określali szał oraz zaburzenie emocjonalne. Uważali, że człowiek zawsze znajduje się w jakimś stanie emocjonalnym. Emocje, to jak się czujemy, to obraz stanu naszego organizmu, ciała i umysłu. Ten stan może być albo harmonijny, albo dysharmonijny. Dysharmonia objawia się rozemocjonowaniem, harmonia zaś stanem dobrych emocji, które nazywali mianem eupathos lub apathos (jako braku pathos czyli rozemocjonowania, gorączki).

 

7.

Podsumowując: emocje zawsze są z powodu czegoś, są przeżywaniem czegoś. Pytanie podstawowe: czego są przeżywaniem? W zależności od odpowiedzi uzyskamy trzy rodzaje emocji. Emocje pozytywne, negatywne i harmonijne.

Emocje pozytywne przeżywamy wtedy, kiedy dysharmonijnie, w sposób szalony (będąc we władaniu szału) cieszymy się czymś. Jest to stan narkotyczny i niszczący, z którego stoicy próbowali leczyć, a który dzisiaj jest powszechną niezdiagnozowaną patologią społeczną.

Emocje negatywne przeżywamy wtedy, kiedy dysharmonijnie, w sposób szalony (będąc we władaniu szału) cierpimy z jakiegoś powodu. Jest to stan równie chorobliwy, co emocje pozytywne. Też można i trzeba z tego leczyć.

Emocje harmonijne przeżywamy wtedy, kiedy odczuwamy niezakłócony kontakt ze sobą, innymi ludźmi oraz światem, ciesząc się wszystkim, co nam przynosi los. Jest to afirmacja życia, której głębię oraz moc odczuwamy dopiero wtedy, gdy wyleczymy się z patologicznych form emocji. Stan ten pozbawiony jest lęku i ekstazy, nie ma w nim wahań nastrojów, niepewności.

Dla porządku terminologicznego stoicy zaczęli te pierwsze dwa stany określać mianem pathos tłumaczonego później jako emocja. Ten drugi jako apathos (tłumaczony trochę mylnie jako brak emocji) lub eupathos, lub po prostu jako mądrość.

Żeby to w pełni zrozumieć oraz doświadczyć, trzeba jednak wejść na drogę praktyki stoickiej. Cierpiałem w życiu na emocje pozytywne i negatywne. Potem zacząłem szukać stoickich emocji harmonijnych. Mogę powiedzieć, że są mniej energetyczne i dynamiczne, ale za to, na jakimś nowym poziomie, bardziej intensywne, jakby szersze, czy dłuższe (tak jak mówimy o krótkich i długich falach radiowych). Nie spalają, lecz nieustannie wypełniają ciepłem.

 

8.

Twierdzę, że zagubienie współczesnego człowieka, jego emocjoholizm, jego bieganie w te i we w te, jego najrozmaitsze wzloty i upadki, jego gorycz i zgorzknienie oraz histeryczna pogoń za rozrywką, jego zakochania i odkochiwania się, nagłe pasje i pustki... otóż twierdzę, że wszystko to jest przejawem utożsamienia emocji wyłącznie z pierwszymi dwoma wymienionymi przeze mnie stanami. Dopóki nie przezwyciężymy tego stereotypu, będziemy się tylko dalej pogrążać w tej gorączce o nazwie człowieczeństwo.